FANDOM


- No w końcu! - krzyknął zdenerwowany Dorian i wybiegł z autokaru. - W tym autokarze można się ugotować.

Wyszedłem drugi. Moja ręka nadal się nie ruszała. Teraz wiem, jakie jest życie kaleki. Nic nie czuję, nie mogę ruszyć... straszne...

- Aaaaaaaaach! - zwiewnął Ryu. - Nie mogę się doczekać gry!!

Dorian znalazł w krzakach fajną białą piłkę do koszykówki z logiem Chicago Bulls. Pokozłował ją, zakręcił na palcu i krzyknął:

- Ej! Sory bardzo! Kogo jest ta fajna piłka??! - Nikt się nie odzywał, ani nawet nie zwrócił uwagi na Doriana.

- Jeszcze raz... Kogo jest ta piłka???!! - Drugi raz nie dostał odpowiedzi.

Wzruszył ramionami i rzucił piłkę do autokaru. 

- W takim razie... Ooou... Zapomniałem!!! To moja!!! Sory bardzo!!

- Ogarnij się... - powiedziałem śmiejąc się.

- Dobra, dobra. - podszedł do drzwi. - Panie przodem. - i zwrócił się do mnie, myślał, że wejdę pierwszy, ale przede mną stały Yukari, Yoshike i Mei. 

- Dziękujemy bardzooo - powiedziały. 

- Myślałem, że ty wejdziesz. - powiedział Ruekai.

- Źle myślałeś. - odpowiedziałem. Usiadłem na ławce i poczekałem, aż wszyscy wejdą bo nie lubiłem się przepychać. Szczególnie kiedy moja jedna ręka była... nieżywa.

Przeczekałem parę minut i wszedłem. Ale kiedy kogoś zobaczyłem... poprostu coś się we mnie zagotowało. Przy wejściu na boisko zobaczyłem znajomego ze szkoły, chodził ze mną i Dorianem do klasy. Skurczybyk wiele w naszym życiu nabroił. Odebrał przez jakiś czas miejsce w drużynie, i w ogóle kawał skurczykota. Zauważył mnie i jak zawsze, szyderczo się uśmiechnął. Poruszał brwiami, a ja odwróciłem się do chłopaków z mojej drużyny. Grimli, bo tak go przezywaliśmy zostawił jakąś dziewczynę przed drzwiami i tym swoim wyluzowanym i cwaniakowatym krokiem podszedł do nas i zawiesił się na moim i Doriana ramieniu.

- Bliźniaczkiiii!!! Jak miło was widzieć, moje pyszczki kochane, haha!!

Wymieniłem się wzrokiem z Dorianem. Postanowiłem się nie odzywać. Dorian powiedział:

- No hej, Grimciuuu! Jak tam życie wiecznie cwaniakowatego luzaka? Już masz nową panienkę??

- A co? Zazdrosny? - oburzył się Grimli.

- O ciebie? Tylko idiotka chciałaby chodzić z takim idiotą jak ty, Grimciu... - powiedziałem.

- Hm... Idiotka? Masz na myśli swoją byłą!?

- Nie, twoją starą - krzyknął Dorian i zrobił unik kiedy Grimli chciał palnąć Ruekaia.

Myślałem, że w tym momencie, natychmiast walnę go z pięści prosto w te jego żółte zęby, ale się powstrzymałem.

- Odebrałeś mi miejsce w składzie, naraziłeś mnie na wyrzucenie z gimnazjum, wiesz co to oznacza?? Zamieciemy tobą podłogę, rozumiesz? - stuknąłem palcem w jego klatkę piersiową i popchnąłem.

- Ty lepiej z nami nie zaczynaj, my jesteśmy Bogami, rozumiesz? Bogami??

- Bogami? - zdziwił się Dorian. - Chyba frajerami! Bóg jest tylko jeden, spójrz w górę, może ci tą pedalską fryzurkę piorunami spali.

- A ty jak zawsze wyszczekany i pewny siebie, co Dorianku?

- No oczywiście...

Do naszej trójki doszli Ryu, Rex, Adrian, Mati, Kenji i Isamu.

- Coś się dzieje/ - zapytał Ryu i stanął przede mną patrząc się na Grimliego. - Co to za gościu? - odwrócił się do mnie.

- A to... - zacząłem. - Jest Grimcio... Gumiś bądź Bunia jak kto woli... To taki niedorozwinięty osiłek z naszego gimnazjum, który odebrał mi ostatecznie miejsce w składzie, naraził na...

- Wyrzucenie zbędnego balastu ze szkoły. - dokończył Grimli. Pomyślałem, że mu poślę rakietę między oczy, ale znów się opanowałem i westchnąłem.

- Ale teraz świeci triumfy w Liceum Kagami, gdzie poluje na głupie laski, które oddają mu się w całości. Czyż to nie piękny widok? - rzekł Dorian.

- Albo przyprawiający zawrót głowy i skręcanie kiszek... - poprawiłem.

Grimli również chciał nam obu przywalić, ale Adrian i Mati stanęli w naszej obronie. Tak samo jak Kenji, Ryu, Rex i Isamu. Udało nam się go odepchnąć.

- Spadaj buraku! - krzyknąłem.

- Pożałujecie, że tak mnie potraktowaliście. Zmieciemy was na boisku!! Rozumiecie?

- Idź stąd... - zaproponował Dorian i wszyscy się odwróciliśmy. - Tępy typ...


Zadzowniła SYRENA na rozpoczęcie meczu. Trener zebrał wszystkich grających koszykarzy z Royiaru i wytłumaczył im, co moją robić. Ryu był naprawdę szczęśliwy. Szkoda, że nie zagram w meczu, chętnie skopałbym dupsko temu prostakowi Grimliemu.

Grimli rozciągnął ręce, poprawił frotkę i puścił do mnie oko. Ja odwróciłem się w stronę naszych. 

- Ryu! - krzyknąłem. 

- Co jest??

- Uważaj na tego gościa z frotką na lewym nadgarstku, musisz uważać, nie daj mu się...

- A to czemu?

- Mam z nim na pieńku. Uważaj na siebie, bo zamiast mnie, może ciebie złamać.

- Co???!

- Spokojnie... Uważaj na siebie.

- Ech... Spoko...

Mecz się rozpoczął. Naprzeciw Mei stanął niski blondwłosy chińczyk, który podskoczył nieco szybciej od Mei i przejął piłkę. Podał ją do Grimliego, który zaczął biegnąć w stronę naszego kosza i w końcu celnie rzucił. 3-0.

Cholera - pomyślałem. Spojrzałem się Ryu, był nieco zdenerwowany.

- Ryu, nic się nie bój! - krzyknąłem. Ten kiwnął głową i odebrał piłkę temu samemu chińczykowi, z którym na początku meczu zmierzyła się Mei. Ryu podał do Doriana, ten podskoczył i zrobił efektowny wsad. 3-2.

- Ogarnijcie się lamusy!!! - Grimli siał postrach wśród swoich. Powinien ich szanować, ale to zwykły śmieć... Bez zasad... 

- Ej!! - krzyknęła Mei, którą Grimli popchnął na Matiego. Mati leżał pod nogami Adriana.

- Ueueue... - jęknął.

- Dość tego! - wrzasnął Dorian i przejął piłkę od Grimliego. Zakozłował ją, aż dotarł do zielonowłosego chińczyka. Udawał, że rzucił, ale tak naprawdę opuścił piłkę. Ten szukając piłki odszedł od Ruekaia i pozwolił mu rzucić do kosza. 5-3 dla nas.

Grimli nieco się wkurzył na Doriana. Podstawił mu nogę kiedy wracał na swoją połowę. No cóż... To kawał skurczysyna.

- Macie niepozwolić dojść Royiaru do naszego kosza, zrozumiano? Bo inaczej rozprawie się z wami w szatni!!!

Leje ich, czy co?? - zdziwiłem się.

Dorian złapał piłkę i na ślepo rzucił do kosza. Dziwne, ponieważ trafił. 8-3. 

- Co jest??!! - wydarł się Grimli na Doriana. Popchnął go, to było niesportowe zachowanie, ale sędzia tego nie zauważył.

- Pożałujesz... - uprzedził Ruekaia Grimli. Ten pokazał pokryjomu środkowego palca. 

Mecz kontynuowali Bogowie od swojego kosza. Niski blondyn podał Grimliemu, a ten od razu rzucił do kosza. Nie trafił.

- Co Ty robisz!!?? - wrzasnął wyższy i bardziej umięśniony od niego ciemnowłosy chłopak. Grimli odsunął się od niego. Widocznie się go boi.


Rozpoczął się trzeci kwart meczu. Prowadzimy 13-9.

Musimy coś wymyślić... - pomyślałem. Dotknąłem swojego podbródka prawą ręką. Odzyskałem czucie i mogłem nią ruszać!

W tej samej chwili nieco niższy od Grimliego chłopak popchnął Ryu, który upadł na podłogę i złamał rękę.

- Ałaa!!! Ał!!! - wrzasnął z bólu.

- Panie trenerze co się stało!!

- Faul... Dość brutalny... 

- Ała... moja ręka... - jęknął z bólu Ryu i pobiegł do trenera. - Panie trenerze!!

- Dobra... Musimy kogoś zmienić...

- Panie trenerze, ja mogę grać! - oznajmiłem.

- Jak to? Przecież nie masz czucia w ręku.

- Dorian, rzuć mi piłkę! - krzyknąłem. Dorian rzucił i złapałem ją w prawą rękę i zakręciłem na palcu. - Maaam!

- Ok, ok... Wchodź! - trener zrobił zmianę. 

Wykonałem rzut wolny. Trafiłem dwa razy, zdobyliśmy dwa punkty.

Znów byłem w swoim żywiole. Dorian podał do mnie piłkę, ja przerzuciłem ją przez nogi i podałem z powrotem do Doriana, który wykonał wsad. 17-9.


Nie wiem, czy tzw. Bogowie wygrają ten mecz, skoro wygrywamy sześcioma punktami, ale trzeba być ostrożnym. Grimli pędził w moją stronę, aby najprawdopodobniej mnie bardzo mocno uderzyć, ale ja zrobiłem unik i przejąłem piłkę od Matiego. Rzuciłem ją szybko do Doriana, a ten wykonał rzut. Nie trafił...


17-16

- Cholera! - zdenerwował się Dorian.

Spojrzałem się na Mei i Matiego. Próbowali podawać do siebie piłkę, tak, aby jeden z BOGÓW jej nie złapał. Mati rzucił do mnie i ją złapałem, ale Grimli był szybki i mnie popchnął. Upadłem. Faul. Dwa rzuty wolne za 1 pkt.

Stanąłem przed linią. Przymknąłem lewe oko i rzuciłem piłkę w stronę kosza. Trafiłem! 18-16. Został jeszcze jeden rzut. Rzuciłem piłkę, i trafiłem!! 19-16. Wtedy to zadzowniła syrena. Mecz zakończył się naszą wygraną 19-16!!

Grimli wkurzony upadł na podłogę. Bogowie mieli długie koszulki, więc wychodząc z hali krzyknąłem:

- Grimli!! Fajna kiecka! - Grimli wkurzony zakrył twarz i po chwili wstał.

- Zwyciężyliśmy!! - krzyknął Dorian.

- Ta... - potwierdziłem. - Ryu?

- Tak?

- Dobrze się spisałeś! - Podniosłem kciuka w górę i uśmiechnąłem się. On również.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki