FANDOM


Razem z Dorianem graliśmy w koszykówkę do późna w nocy. Oczywiście, kiedy wróciłem do domu, czekał na mnie ochrzan, ale... warto było. Wziąłem dłuższy prysznic, ponieważ strasznie byłem spocony, ciężko dyszałem, ale naprawdę fajnie się na tym boisku grało. Oparłem ręce o ścianę i spłukiwałem pianę szamponu z moich włosów. Wyszedłem z kabiny i umyłem zęby. Przed spaniem, zerknąłem na fejsa sprawdzić wiadomości. Dostałem zaproszenie do znajomych. Pan Yamaka? Ten gościu jest mega! Na swoim profilu ma zdjęcia jak skakał na banji, siedział na słoniu, itd... Śmiechowo, ale nie wiem czy powinienem akceptować. Na moim profilu było wiele rzeczy, najczęściej dotyczących treści erotycznych, ale byłem w nich tylko oznaczony, nie wiem dlaczego... Mniejsza o to... Wyłączyłem monitor i rzuciłem się na łóżko. Patrzyłem na plakat mojego ulubionego klubu koszykarskiego LA Lakers. Zasnąłem w oka mgnieniu, a właściwie... zmrużeniu. Budzę się i biegnę do łazienki wyważając lekko drzwi. Godzina siódma, a za 15 minut mam autobus. Wyszedłem z łazienki, ubrałem się w mundurek szkolny i wybiegłem z domu biegnąc do autobusu. Na szczęście, nie ja byłem ostatni, a jakiś gruby koleżka. Był siostrzeńcem kierowcy, więc na niego mordy nie wydarł... Nie fair... Dorian miał zamknięte oczy, słuchał muzyki. Zdjąłem mu jedną słuchawkę i powiedziałem:

- Ej, już zasypiasz? O której wczoraj poszedłeś spać?

- Eeeeu... o.... o drugiej, no!

- O drugiej??

- Tak, o... o drugiej bo... bo ten... Dobra... Daj mi zasnąć...

Zostawiłem go w spokoju i sam zacząłem słuchać muzyki. Moje ulubione zajęcie podczas jazdy do szkoły. 

W szkole panował huragan. Wszyscy rzucali w siebie samolocikami, kulkami papierowymi i strzelali z gumek. Schowaliśmy się w męskim WC.

- Dziwne, takiego huraganu wczoraj nie było... 

- Mniejsza o to... Musimy znaleźć halę.

Do WC wszedli dwaj trzecioklasiści. Śmiali się z czegoś, nie wiem czy z nas, czy z kogoś komu zrobili kawał...

- Ooooo! Pierwszaczki! - krzyknął wyższy. Mimo, że nie byli, aż tak wielcy, byliśmy może 5 cm niżsi.

- Czego chcesz, kolego? - zapytałem.

- Kasy. - powiedział.

- No to idźcie zarobić, a nie się przyczepiacie do młodszych. - powiedział Dorian.

- Hoho... Jaki on odważny... A kiedy weźmiemy wasze torby i zamoczymy wasze mordy w kiblu, też będziecie tacy odważni?

- Hm... Niech to pomyśle... też! - krzyknąłem. Gościu zamachnął się, aby mnie uderzyć, ale zrobiłem unik. Gościu uderzył w ścianę i zwijał się z bólu. Drugi złapał Doriana za ręce, ale Ruekai podskoczył i kopnął gościa w korpus. Obaj stali koło kibla, więc zerknąłem na Doriana i obaj kiwnęliśmy głową, kopnęliśmy ich w tyłki i obaj leżeli na klozecie. 

- Chodźmy stąd...

Razem z Dorianem pobiegliśmy daleko od WC. Zauważyliśmy halę. Na hali był jakiś starszy gościu. Miał ok. 40 lat. Sprzątał bramki od halówki i z celnością rzucił piłkę do kosza. Dorian się uśmiechnął. Pan starszy wyszedł z sali, ale my nadal patrzyliśmy się na halę. Wuefista dziwnie się na nas spojrzał i podszedł do nas.

- Ej, chłopcy? Coś chcieliście? Zagrać? Nie wiem...

- Znaczy... Tak... Ale chyba się pan nie zgodzi. - powiedział Dorian. Byłem nie obecny w tej dyskusji, ponieważ moją uwagę przykuło zdjęcie z grupą koszykarzy. Byli mniejwięcej w moim wieku.

- Przepraszam... Kto jest na tym zdjęciu? Ten pan co trzyma piłkę.

- Ach... To jest... była nasza dawna szkolna drużyna koszykarska. Royiaru... Ich przydomek to Królewscy. Bronili tytułu mistrza przez 11 lat, mimo, że nie byli już uczniami tej szkoły. 

- Royiaru? Fajna nazwa... Całkiem fajna... - powiedział Dorian.

- Tak... Mój dziadek ją wymyślił. Grał w drużynie przez 11 lat... Niestety już nie żyje... Ale nadal kiedy patrzę na to zdjęcie, przypomina mi się dyskusja z dziadkiem, kiedy miałem 11 lat... Koszykówka to najpiękniejszy sport na świecie... Pamiętaj... Nie trać wiary... Nawet jeśli przegrasz... Dostałem wtedy moją pierwszą piłkę. 

- To fajnie... I co się stało?

- Opowiem wam zaraz kiedy zaniosę te słupki do schowka, ok? Możecie wejsć na halę i usiąść na materacach?

- Ok. - powiedziałem.

Poczekaliśmy parę minut, aż w końcu pan Kazami, bo tak miał na imię. Wszedł z krzesłem i usiadł.

- A więc tak... Wszystko zaczęło się w 1950 roku, kiedy to bardzo dobry koszykarz i przyjaciel mojego dziadka - Satoshi Kukurama zaproponował mojemu dziadkowi i naszemu wuefiście założenie drużyny koszykarskiej. Mój dziadek zaprojektował stroje oraz logo drużyny, był vice-kapitanem... Królewscy grali bardzo dobrze. Bronili tytułu przez 11 lat. Dowodem tego jest jedenaście pucharów, które stoją tam na półce. W 1962 roku Królewscy dostali się po raz 12 do finału, niestety pojawiły się przeszkody. Mój dziadek grał z Demonami, okropnymi i brutalnymi ludźmi. Satoshi... Satoshi zasłabł na boisku... Zawał serca i po przewiezieniu do szpitala... Zmarł... Finał rozpoczęliśmy następnego dnia... Królewscy nie dali rady, wszyscy poobijani wrócili do szkoły z niczym... Po 1962 roku drużyna przestała istnieć. Tak po prostu... Satoshi podobno już dawno chciał odejść, ale mój dziadek mu na to nie pozwalał. No cóż... To tyle...

- Smutna historia... Jedenaście tytułów to całkiem dużo.

- W porównaniu z Demonami!!? - zdziwił się trener. - Wygrali mistrzostwa 30 razy! Na 100%  przed każdym meczem coś brali, dopingi czy coś... Obecnie grają licealiści... Za miesiąc startują do kolejnego turnieju Młodzieżowej Koszykówki. Nie ma szans, żeby drużyna znów stanęła na nogi... Nasi obecni uczniowie grają koszmarnie, albo po prostu nie ujawnili swoich prawdziwych talentów.

- Dorian, myślisz o tym samym co ja? - zapytałem Doriana. Dorian uśmiechnął się. 

- A czy Ty myślisz o tym samym co ja?

Kiwnąłem głowę i uśmiechnąłem się. 

- Panie Kazami... Postanowiliśmy, że...

- ... reaktywujemy drużynę Royiaru.

Kazami się zdziwił. Złapał się za głowę.

- A czy wy umiecie grać?

- Oczywiście, że tak! Kiedy my byliśmy w gimnazjum, wygrywaliśmy każde turnieje!

- A więc... Jeśli naparawdę chcecie...

- Pytanie, czy pan chce!

- Oczywiście! Byłoby wspaniale! Jezu... Naprawdę?

- Poważka! - krzyknął Dorian. - Jutro musimy zrobić, tzw. casting.

Kazami uśmiechnął się i odszedł. Szwędaliśmy się po szkole, aż wkońcu zadzwonił dzwonek na lekcję. Pierwszą lekcję jest... matematyka! Jak się potem okazało matematykiem jest pan Yamaka i jest naszym wychowawcą!

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki